Change is coming


  • Share on Google+

Kiedy zastanawiam się do czego doszedłem z moim poprzednim blogiem, łapię się za głowę. Było miło. Jeszcze kilka lat temu nie miałem dnia bez pisania. Każdą wolną chwilę spędzałem na szlifowaniu swojej maestrii. Jednak przyszedł i czas na lisie pismo, i na mnie. Przecież każdy się rodzi, każdy umiera i tego zatrzymać się nie da.

W momencie zakładania poprzedniego bloga, edytowania szaty graficznej, pisania nowych tekstów, czułem się tak, jakbym dostał za darmo wielką pizzę hawajską, swoją drogą to moja ulubiona pozycja w każdej pizzerii. Były wzloty, były groźne upadki. Cieszyłem się, kiedy mogłem poznać innych influencerów na SeeBloggers w poprzednim roku. Smuciłem i narzekałem, kiedy odrzucili moje zgłoszenie z tegorocznej edycji. Cieszyłem się, kiedy dzięki lisie pismo udało mi się dostać na InfluencerLIVE w Poznaniu. Smuciłem, kiedy wysiadł mi samochód przez samym wyjazdem. Cieszyłem się, kiedy zarobiłem pierwsze pieniądze na stronie. Smuciłem, kiedy zorientowałem się, jaki błąd popełniłem.

Sam zamysł poprzedniego bloga nie był pomyłką. Był jednak czymś niedopracowanym. W końcu to był mój pierwszy blog. Pierwszy naleśnik zawsze jest do wyrzucenia. W wychowaniu pierwszego dziecka rodzice także popełniają więcej błędów niż podczas wychowywania drugiego. Pierwsze razy z reguły są skazane na porażkę. Pierwszy seks również.

Lisie Pismo było fajną odskocznią od rzeczywistości. Mogłem zatopić się całkowicie w białych stronach wypełnionych czarnym druczkiem. Skupić się na informacji, historii, którą przekazywałem innym. To jednak nie było tym, co spełniło moje oczekiwania odnośnie blogowania. Pisanie tekstów, odpisywanie na komentarze nie jest wszystkim. Najważniejszy jest pomysł.

Pisanie bloga lifestylowego już mija się z celem. To jest najprostszy i nadal najlepszy wybór ze wszystkich kategorii, ale nie radzę tego robić. Istnieje małe prawdopodobieństwo, że ktokolwiek przebije się przez grubą skorupę blogerów, którzy zarabiają tysiące złotych i ich podobizny widoczne są na prawie każdym kanale telewizyjnym. Żeby wyjść przed tłum, musisz mieć pomysł na siebie. Ja tego pomysłu nie miałem przez wiele lat.

Moglibyście mnie zapytać, dlaczego moje teksty zniknęły, dlaczego zmieniłem po raz kolejny szatę graficzną, dlaczego pożegnałem się na dobre z lisie pismo.

Moje teksty zniknęły, dlatego że nikt o nich nie pamiętał tak jak o reszcie rzeczy. Zapytałbym moich znajomych:

– Słuchajcie, pamiętacie tekst o listach lub o czterech rodzajach przyjaciół w naszych życiach, który opublikowałem na swoim blogu parę miesięcy temu?

– Szczerze, to nie pamiętamy.

– A może pamiętacie, jakie kategorie miałem dostępne na swoim blogu?

– Oprócz lifestylu? Nie pamiętamy.

– A wiecie, że lisie pismo nie żyje?

– Nie wiemy.

Tak odpisałaby czy odpowiedziałby każdy, kogo zapytałbym o to wszystko.

To nie problem pisać o czymkolwiek, problem pojawia się w momencie, kiedy musimy przekazać historię, która ma zapaść na zawsze w pamięci czytelników. Mamy zrobić to tak, żeby każdego ranka budzili się i przypominali sobie, o czym czytali na fouxey tydzień temu. Mamy zrobić to tak, żeby podczas każdej aktywności, nawet podczas robienia dwójki i szczególnie wtedy, zastanawiali się, kiedy ten człowiek napisze kolejny tekst.

Moim największym problemem był brak pomysłu. Dzisiaj ten pomysł jest już w mojej głowie. Lifestylem człowiek nie żyje, żyje się życiem i żyje się w społeczeństwie ludzi, gorszych i złych. Na tych paru aspektach chciałbym skupić swoją szczególną uwagę. Życie, ludzie, ich historie, ich korelacje. Nie chciałbym pisać o tym, w jaki sposób pokonać 20 pięter bez zadyszki. Chciałbym pokazać wam, w jaki sposób zrobiła to 86-letnia pani Jadzia z reumatyzmem. Nie chciałbym pisać o tym, w jaki zdobyć nowych przyjaciół. Chciałbym pokazać wam, w jaki sposób zrobiłem to ja i mój introwertyczny charakter. Nie chciałbym pisać o tym, w jaki sposób segreguje się śmieci. Chciałbym pokazać wam, dlaczego powinno się je segregować i do czego może to doprowadzić, jeżeli nie będziemy tego robili.

Takich przykładów można podawać miliony, ale mam nadzieję, że rozumiecie o co mi chodzi. Oczywiście oprócz tych moich propozycji, które będą wyróżniać się w tłumie,  będę również pisał na spokojniejsze, lżejsze tematy, tak żeby rozweselić każdą mordeczkę.

Jestem upierdliwym obserwatorem. Interesuję się ludźmi, ich relacjami, a mimo tego, że na każdej odsłonie lisie pismo była kategoria poświęcona takim tekstom, to nie wykorzystywałem tego w 100%. Mam zamiar to zmienić i ten tekst jest swoistą spowiedzią. Nie chciałbym, żebyście brali mnie za niepoważnego gościa, który ma problem ze sobą i nie potrafi utrzymać się przy jednym słowie, zdaniu: teraz prowadzę lisie pismo. Z moją narzeczoną jestem od dwóch lat i tego trzymać się będę, mam nadzieję, że blog fouxey też będzie takim przykładem. Będzie czymś o mocnych fundamentach, będzie oparty na szczerości, zaufaniu, którym możliwe, że mnie obdarzycie. Będzie czymś ciekawym, będzie odskocznią od trudnej rzeczywistości. Będzie inną stroną rzeczywistości, bo widzianą oczami zwariowanego lisa, który żegna się z wami i życzy miłego dnia.