Klaus, czyli listonosz z zabawkami


  • Share on Google+

Nowy listonosz, odludna wyspa, dwa zwaśnione rody, stary mężczyzna z brodą, tysiące prezentów. O to pierwsza, oryginalna produkcja animowana Netflixa o tytule: Klaus.

Jako dzieci pewnie wiele osób zastanawiało się, w jaki sposób i kto przynosi prezenty pod choinkę podczas Świąt Bożego Narodzenia. W niektórych rodzinach nigdy nie obowiązywała taka tradycja. Niektóre dzieci od samego początku dostawały chlustem zimnej wody z wiadra w twarz, słysząc: Mikołaj nie istnieje, to my kupujemy Ci zabawki. Jednak skądś sam zamysł tego wielkiego prezentowego przedsięwzięcia musiał się wziąć.

W wielu kulturach Mikołaj funkcjonuje pod innym imieniem. Jednak najczęściej możemy spotkać się z legendą opowiadającą o starcze z długą, siwą brodą, który zamieszkuje najdalsze tereny Laponii z elfami i zaprzęgiem reniferów.

Po wielu udanych, ale także nieudanych produkcjach, Netflix rzucił się na rów Mariański. Firma wyprodukowała pierwszy w historii, oryginalny film animowany, w których pierwsze skrzypce gra: listonosz i starzec robiący zabawki (Klaus lub jak to się przyjęło, Mikołaj). Listonosz z przypadku, Mikołaj z powołania. Jeden nie znosił swojej pracy, drugi kochał tworzyć.

Patrząc na całość produkcji, można powiedzieć jedno: tak się kurwa robi animacje. Powiew świeżości, audio na najwyższym poziomie, niesamowita historia przedstawiona w przyjemnej dla oka formie, wszystko to zawiera Klaus.

Pozycja obowiązkowa do obejrzenia. Nie obrażę się, jeżeli obejrzycie go w wakacje. Jest tego warty, poza tym jest swoistym wyciskaczem łez. Scena tonącego Jacka w Titanicu jest kroplą w porównaniu z tym, co wyciągnie z was Klaus.

Mam nadzieję, że animacja ta wpisze się do kanonu bajek. Będzie maltretowana przez kolejne pokolenia. Animacja, będąca najpiękniejszą pochwałą bezinteresowności i wydobywaniem tego, co najlepsze z siebie i innych.