Ludzie nie żyją trzeźwo


  • Share on Google+

Moim marzeniem było pisanie reportaży. Każdego dnia uważałem na to, żeby nie ominąć na ulicy czegoś, co może przydać mi się w kolejnym tekście. Patrzyłem na ludzi, na to, co robią, słuchałem o czym rozmawiają. Po paru miesiącach utwierdziłem się w przekonaniu, że moje rodzinne miasto jest smutne. Niewiele tu się dzieje. W jaki sposób więc mam pisać reportaże bez jakiejkolwiek historii? Nie mogę przecież zasięgnąć fikcji.

Dzisiaj postaram się jednak odejść od grupy reportażystów i stać się powieściopisarzem.

Napisałem dla was opowiadanie, które jest zainspirowane ostatnią sytuacją mojej narzeczonej w pociągu. Tekst nosi nazwę:

Ludzie nie żyją trzeźwo

Pociąg odjeżdżał o godzinie 18:20. Miałam więc ponad godzinę do wyjścia z domu, a już teraz wiedziałam, że się spóźnię. Niczym struś pędziwiatr wdarłam się do łazienki wziąć prysznic. Tym razem starałam się, żeby wszystko było zrobione z zawrotną prędkością.

Miałam wrażenie, że mycie moich włosów i ich suszenie wpisze się do księgi rekordów Guinnessa. Nie chciałam myć zębów. Sądziłam, że nie będę się uśmiechać w drodze powrotnej do domu. Starannie wytarłam każdą część ciała, ubrałam się i wpadłam do kuchni. Próbowaliście kiedyś jeść kanapki, popijać herbatę, pakować się i czesać włosy jednocześnie? To był mój kolejny rekord.

Jeszcze nigdy nie udało mi się zdążyć. Kiedyś brakowało mi tylko kilku minut. Na szczęście nie był to pociąg powrotny do domu, autobus odjeżdżający w kierunku siłowni, tylko przyjście do pracy. Moja szefowa przymykała oko na takie krótkie spóźnienia, dlatego kochałam to miejsce.

Kiedy skończyłam jeść, zgrabnie zasunęłam ostatni zamek w walizce, stanęłam przed lustrem i zaczęłam się malować. Zazwyczaj ta część pochłania średnio 20 minut mojego dnia, dzisiaj pochłonęła 25. Byłam w dupie.

Spojrzałam na zegarek:

– Nie zdążę. – Wydawało mi się, że długa wskazówka zaraz przywali w linię wyznaczającą godzinę dwunastą. Miałam 3 minuty do wyjścia.

Spojrzałam na swoje odbicie po raz ostatni. Uśmiechnęłam się. No nie, między zębami zostały części sałatki, którą jadłam kilka godzin temu. W taki sposób wróciłam do domu? Przed wejściem do klatki schodowej rozmawiałam z listonoszem. Dlaczego ludzie nie wyrobili sobie nawyku do wytykania takich rzeczy innym? Wystarczyło krótkie:

– Moja droga, ma pani sałatę między jedynkami.

Nie dość, że wręczył mi pogiętą paczkę, to jeszcze nie zwrócił uwagi na coś zielonego między moimi lśniącymi zębami. Chuj, tym razem wyjdę bez szczotkowania, w autobusie będę miała sporo czasu na zabawy z nitką.

Wyleciałam z mieszkania jak ptak podczas swojego pierwszego lotu z gniazda. Dobiegłam do przystanku. Autobus przyjechał. Założyłam słuchawki i usiadłam przy oknie. Pierwsza piosenka, która uderzyła moje bębenki to: Myslovitz – Chciałbym umrzeć z miłości. Chciałabym, to byłoby piękne, zważając na to, że jestem sama.

W trakcie zanurzania się w miłosne melodie Spotify, w oddali ujrzałam cel podróży: dworzec PKP. Szybko wybiegłam z autobusu, kupiłam bilet i ruszyłam w kierunku peronu. Nie było źle, pociąg odjeżdżał 18:20, ja na peronie byłam 18:19. To był mój kolejny pobity rekord tego dnia.

Kiedy wsiadłam do pociągu, zaczęłam szukać swojego miejsca. Kolejny raz przy oknie. Miałam do nich duży sentyment. Usiadłam i grzecznie czekałam na odjazd.

Kątem oka zauważyłam starszego mężczyznę, na oko 40 lat. Miał długi, brązowy, wełniany płaszcz, czapkę wpierdolkę, jeansy i brudne buty. Z jednej strony wyglądał na hipstera, a z drugiej, na zwykłego pijaka. Nie przejmowałam się nim do czasu, kiedy nie stanął nade mną.

Oderwałam wzrok od ludzi czekających na odjazdy kolejnych pociągów i spojrzałam w jego stronę. Uśmiechnął się. Farciarz, nie miał nic między zębami, mimo tego, jego zgryz odrzuciłby nawet dealer w pokerze. Powiedział krótkie:

– Cześć.

– Cześć? – Odpowiedziałam.

– To miejsce wolne?

– Tak?

– W porządku.

Usiadł obok mnie. Swoją wielką torbę położył na kolanach. Pociąg ruszył.

Nie chciałam na niego patrzeć, ale ciekawość była silniejsza. Starałam się zrozumieć, kim jest i dlaczego zagaił rozmowę. Nie byłam ładna, a kompletnie kiczowaty makijaż, dresy i nieuczesane włosy wzmacniały tę cechę.

W pewnym momencie odwrócił się w moją stronę i zaczął mnie zagadywać.

– Gdzie jedziesz? Masz bardzo ładne włosy, naturalny kolor? Studiujesz? A ile masz lat? Jesteś sama? Do kogo jedziesz?

No na bank chciał mi coś zrobić, przystawiał się do mnie. Nie dam sobie dmuchać w kaszę. Zaczęłam skupiać się na mijających nas słupkach, które biegły równolegle z pociągiem, olałam go.

Po chwili spokojnej podróży poczułam jakiś dotyk na kolanie. Ręka nieznajomego praktycznie miażdżyła moje mięśnie, przebijając się do kości udowej. Odwróciłam głowę.

– Pójdę do łazienki, proszę przypilnować mojej torby, mam coś w niej dla pani. – Wstał.

Zniknął za rogiem i usłyszałam zamykające się drzwi od toalety. Zaczęłam się bać. Zostawił mi torbę z uzbrojoną bombą-prezentem, on wyskoczy przez okno w toalecie i pozabija nas wszystkich. Ciekawość po raz kolejny nie dała mi spokoju, zajrzałam do środka.

Zauważyłam pięć pustych butelek po piwie, jedną, wielką butelkę wódki, tanią oranżadę i dwie pary majtek. W tym momencie pobiłam swój kolejny rekord. Rekord prędkości. Spieprzyłam z tego wagonu na sam przód pociągu, usiadłam grzecznie obok przemiłej pani, z którą gawędziłam resztę stu kilometrów trasy. W głowie miałam tylko jedną myśl: ludzie nie żyją trzeźwo.


Mam wrażenie, że dzisiaj jest bardzo podobnie, praktycznie w każdym miejscu świata. Ludzie lepiej radzą sobie z ciężkimi sytuacjami, kiedy z pomocą przychodzi alkohol.

Dlaczego pijani mają taką łatwość zagadywania do innych osób? Z jednej strony, nie mają nic do stracenia (bo są pijani), z drugiej, nie obchodzi ich reakcja osoby zagadywanej (bo są pijani), z trzeciej i ostatniej, alkohol sprowadza wszystko do najniższego możliwego poziomu konwersacji (bo są pijani).

– Ale pani śliczna, chętnie *hik* wziąłbym panią do siebie.

To chyba najczęstsze zdanie, które można słyszeć od nieznajomych spod ciemnej gwiazdy.

Wczoraj mieliśmy rozpoczęcie roku szkolnego, w knajpach niedaleko mojej pracy widziałem mnóstwo młodych ludzi, którzy sączyli piwo z sokiem, pili whisky z lodem lub walili wódkę do odcinki.

Czy to tęsknota za szkołą, czy opijali „ostatni” dzień wakacji, czy po prostu chcieli spędzić ze sobą trochę cennego czasu? Przecież będzie jeszcze mnóstwo innych dni, w których będziecie się mogli napić goddammit. Nie jestem święty i lubię wypić piwko do obiadu lub wieczorem do filmu, pisania tekstu, ale bez przesady. Wszystkie rozpoczęcia roku szkolnego i jego zakończenia dla mnie nie istniały, to był dzień, jak co dzień.

Wiecie, że jakiś czas temu, jeden z moich pracowników przyszedł do pracy z podbitym czołem i spuchniętym policzkiem? Co się stało? Dostał od gościa, który ledwo się trzymał na nogach. To jest właśnie alkohol. Wszystko po nim staje się prostsze, a ludzie odważniejsi. Mam wrażenie, że wielu z nich nie potrafi żyć na trzeźwo, myślą, że alkohol załatwi każdą sprawę i rozwiąże każdy problem. Niestety, to nie zawody, tutaj liczy się inna odwaga, ta, do prawdziwego życia.